Dobry wojak Szwejk słucha władzy

Próby kneblowania wolnego Internetu podejmowane przez władzę (vide wpis z 29 sierpnia) znajdują coraz szerszy oddźwięk.

31 sierpnia sprawę poruszył na swojej stronie nieoceniony Stanisław Michalkiewicz (Choroba zawodowa totalniaków), 2 września Janusz Korwin-Mikke (Sąd Najwyższy nie umie czytać).

Z kolei 4 września na blogu „Rusz sumieniem” Jędrzej Kuskowski pisze o rozpoczęciu akcji antyrejestracyjnej (Wszyscy jesteśmy przestępcami).

W tym momencie wydaje się, że polski Internet obiera kurs na czołowe zderzenie z aparatem państwowej cenzury.

Władza ma dwa wyjścia: jawnie lub niejawnie uderzyć w krnąbrnych właścicieli stron internetowych – co równa się uchyleniu łagodnej maski kryjącej twarz potwora lub zapomnieć o temacie – czyli dyskretnie podkulić ogon.

Tymczasem z jakąś dziwną intensywnością pojawia się nowy pomysł internautów: wykonajmy rozkaz skrupulatnie niczym dobry wojak Szwejk: władza ośmieszy się i zadławi ilością wniosków.

„Nie zastanawiaj się, REJESTRUJ. TO JEDYNY SPOSÓB by PAŃSTWO dostało wreszcie sraczki… A po tym oczyszczającym działaniu, gimnastyka - zbiorowe pukanie sie w głowę.” – pisze Witold Skaczkiewicz w komentarzu do poprzedniego wpisu na GL.

Z kolei Olgierd Rudak wnosi o rejestrację swojego bloga (Lege Artis – blog lub czasopismo) i publikuje skan wniosku.

Sprawa robi się niezwykle dowcipna. Jasio na Forum Libertariańskim informuje, że znajomy redaktor bloga filozoficznego postanowił się zarejestrować bo „jak będzie chciał robić doktorat, to przyjdzie i na dzień dobry stwierdzi: cześć, a ja mam 300 publikacji w prasie specjalistycznej…”.

No cóż – rechot z użyciem przepony, ruszaniem ramionami i łzawieniem oczu.

Mało kto (czy w ogóle ktoś?) widzi, że ten rechot jest dla władzy wysoce korzystny (a być może nawet generowany przez ichni Departament Plotki).

Niby czemu?

Pomyślmy: co się stanie gdy jakaś grupa sowizdrzałów zacznie składać te wnioski rejestracyjne?

Na pewno nie będzie to dla władzy żaden wielki kłopot. Co najwyżej jedna z trudności czy też kompromitacji, którymi nadziana jest polityka jak misiowy łeb trocinami.

Nie ma takiej kompromitacji, której bałby się establishment (przynajmniej od czasu kiedy to redaktor Jerzy Diatłowicki pokazał prosto do kamery gołą d…)  Błazeńskie wnioski rejestracyjne nikomu snu z powiek nie spędzą.

Władzy natomiast bardzo pomogą.

Otóż naiwni tylko mogą sądzić, że cała ta awantura rzeczywiście toczy się o rejestrowanie wszystkich stron internetowych. Dla każdego chyba jasne jest (nawet dla tetryków w togach), że taki idiotyzm jest technicznie niewykonalny.

Chodzi o wdrukowanie w obywatelskie łby następującego komunikatu: „PRAWO PRASOWE JEST IDIOTYCZNE, MUSIMY JE ZNOWELIZOWAĆ”. Błazenada znakomicie to ułatwia.

Po co nowelizacja?

A po co władza lubi się bawić prawem prasowym?

Już coś kiełkuje w głowie? Nie? No to proszę spać dalej.

Maciej Dudek

Odpowiedzi: 4 do “Dobry wojak Szwejk słucha władzy”

  1. qatryk mówi:

    ty no ale kurde z tym prawe prasowym to są boje od kilku lat, akurat teraz sie okazuje ze niby uderza w internet to sie w internecie podnosi wrzawa - inni i tak maja w dupie.
    Jak władza będzie chciała kogos udupić to udupi, nie jest do tego konieczne prawo prasowe. Wiesz wystarczy że się okaże że masz jakieś nielegalne zdjęcia na kompie i juz jesteś bardziej umoczony niż przy innych paragrafach.

    W każdym razie smutny wniosek taki że cobyś w tej sprawie nie zrobił i tak zrobisz źle.

  2. Maciej Dudek mówi:

    Cóż - każdy bandyta potrzebuje jakiegoś noża czy pałki. Władza woli walić w łeb w majestacie prawa, a jak uda się, żeby tego prawa szczerze pragnęła gawiedź to władza może hulać praktycznie bez ograniczeń.

  3. melwin mówi:

    Eee, w internecie nie mają czego szukać. Są skazani na pogrom. Ale tego typu deklaracje polityków są symptomem paniki; pojawia się strach, że sieć jest właśnie tym miejscem, gdzie pojawiają i rozprzestrzeniają się idee szalenie dla nich niebezpieczne, zagrażające demokratyczno - oligarchicznemu status quo.

  4. Maciej Dudek mówi:

    Po części masz rację Melwinie. Niemniej terror punktowy może baaaaardzo się wskutek tych działań nasilić - Jacek Sierpiński już się o tym przekonał.

    Myślę, że reżim może spróbować osiągnąć sytuację, w której piszący nieprawomyślnie zepchnięci zostaną na margines, czyli ten stan, który jest obecnie poza Internetem.

    Oberwą najbardziej niewygodni (Michalkiewicz to mocny kandydat).

Napisz odpowiedź